Tomasz Daniec — Stałem się śmiercią. Niszczycielem światów.
The Decision to Drop the Bomb; film dokumentalny NBC News z 1965 roku.
20 lat po zrzuceniu bomb na Hiroshimę i Nagasaki, kiedy niszczycielska moc jego dzieła w pełni objawiła się światu, Oppenheimer ociera powieki mówiąc matowym głosem: “We knew the world would not be the same. A few people laughed; a few people cried. Most people were silent. I remembered the line from the Hindu scripture, the Bhagavad Gita; Vishnu is trying to persuade the prince that he should do his duty, and to impress him, takes on his multiarmed form and says, Now I am become Death, the destroyer of worlds. I suppose we all thought that, one way or another.”
I. Galena z Kabwe.
Kabwe, Zambia. Miasto blaszanych domów, w którym żyje około 300 tysięcy ludzi, wyrosło na hałdzie liczącej 5 milionów ton odpadów górniczych. Hałda powstała w wyniku ekstremalnej eksploatacji pokładów ołowiu przez kopalnię należącą do koncernu Anglo-American PLC. W 1974 roku kopalnia została znacjonalizowana, a w 1994 zakończyła działalność.
Na długo przed tym ludzie zaczęli drążyć tunele pod miastem, żeby wydobywać z hałdy to, co da się jeszcze pozyskać i sprzedać. Znajdują siarczek ołowiu w groniastych, ziarnistych skupiskach naciekowej rudy. Jest krucha, miękka, nieprzezroczysta i krystalizuje w nieregularne, wieloramienne galeny. Kryształy mają szarą barwę, a świeżo po rozkruszeniu przybierają niebieski odcień. Pokrywają ziemię i wszystkie powierzchnie migotliwymi drobinami.
Kabwe mieni się w słońcu.
Ołów przedostaje się do lokalnych wodociągów, zatruwa żywność, osiada na skórze i odkłada się w organizmach zwierząt i ludzi, stopniowo niszcząc synapsy układu nerwowego.
Klasyfikacja najbardziej zanieczyszczonych miejsc na świecie musi być siłą rzeczy umowna, ale uznaje się, że Kabwe jest jednym z dziesięciu otwierających zestawienie. W raporcie UN Special Rapporteur on Human Rights and the Environment z marca 2022 roku, uznano miasto strefą niezdatną do życia w wyniku skażenia metalami ciężkimi, a jego mieszkańców ofiarami przemysłu wydobywczego.
II. Hazaribagh.
Dhaka, Bangladesz. Slumsy Hazaribagh są światowym centrum przemysłu przetwórstwa skór. Dzielnica wygląda jak wysypisko śmieci, ale w rzeczywistości jest miejscem produkcji luksusowych wyrobów skórzanych sprzedawanych na całym świecie. Torebki, buty, walizki i paski wysyła się do około 70 krajów, w tym do Chin, Włoch, Niemiec i Stanów Zjednoczonych. Produkcja odbywa się w kilkuset niewielkich, przestarzałych garbarniach stłoczonych na obszarze 25 hektarów. Żadna z nich nie oczyszcza ścieków zawierających mięso zwierząt, kwas siarkowy, chrom i ołów. Zamiast tego brudny płyn spływa do otwartych rynien i ostatecznie do Buriganga, głównej rzeki miasta, która jest tak zanieczyszczona, że od dawna nie widać w niej śladów życia. Powietrze jest trujące i ma piekący zapach zgniłych jaj, a dzieci bawią się na wzgórzach gnijących skrawków skóry.
Rejestry celne wskazują, że lokalne fabryki produkują galanterię i buty dla marek Clarks, Coach, Deichmann, Kate Spade, Macy’s, Michael Kors, Sears, Steven Madden i Timberland, a także Harbour Footwear Group i Genesco, które sprzedają obuwie jeszcze większej liczbie firm odzieżowych.
Pracownicy garbarni i ich rodziny mieszkają w maleńkich pokojach znajdujących się na terenie zakładów. Pracują gołymi rekami, bez rękawic i fartuchów chroniących przed toksycznymi chemikaliami. Większość chorób pozostaje nieleczona ze względu na koszty opieki zdrowotnej i szokująco niskie płace, jakie otrzymują.
III. Rosa Śmierci.
Dzierżyńsk, Rosja. Miasto sąsiaduje z ogromnym kombinatem produkującym broń chemiczną dla Armii Czerwonej, a po upadku Związku Radzieckiego, chemikalia dla rosyjskiego przemysłu. Do 1965 roku wytwarzano tu ogromne ilości gazów bojowych, takich jak Iperyt, Sarin czy Luizyd, któremu żołnierze z okopów I wojny światowej nadali nazwę „Rosy Śmierci”.
Ostatnie instalacje produkcyjne kombinatu zamknięto w 1994 roku. Pozostało po nich około 300 tysięcy ton lotnych odpadów chemicznych, składowanych na ponad 50 wysypiskach rozrzuconych wokół miasta. Najczęściej po prostu zasypywano toksycznym szlamem okoliczne jeziora i bagna. Nikt nie dbał o zabezpieczenie ich przed wnikaniem chemikaliów do wód gruntowych. Ani o przykrycie zbiorników, na powierzchni których wysychające błoto zamienia się w trujący pył rozwiewany wiatrem. W rezultacie w promieniu wielu kilometrów wszystko uległo skażeniu.
Korupcja i defraudacje środków przeznaczanych na likwidację składowisk doprowadziły do sytuacji, w której do końca 2023 roku nie podjęto żadnych znaczących prac zmierzających do poprawy sytuacji.
Średnia długość życia wynosi tu 42 lata.
IV. Dym nad Agbogbloshie.
Akra, Ghana. Pod koniec lat 90, w ramach urbanizacji obszarów podmiejskich poprowadzono sieć energetyczną biegnącą z tamy Akosombo do osiedli, w których prąd nie był dotąd dostępny. Wkrótce znacząco zwiększyło się w nich zapotrzebowanie na telewizory, komputery i inne elektryczne i elektroniczne produkty współczesnej cywilizacji. Import używanej elektroniki zyskał entuzjastyczne wsparcie europejskich firm sektora technologicznego, pozbywających się w ten sposób nadwyżek magazynowych i sprzętu wycofanego z eksploatacji. W ten sposób pomagano „przezwyciężyć przepaść cyfrową”. Ghańczycy z radością przyjęli te darowizny. Za ułamek ceny mogli stać się posiadaczami dóbr, na które dotąd nie mogli sobie pozwolić.
Szybko okazało się, że aż 75 procent używanej elektroniki wysyłanej do Afryki nie nadaje się do ponownego wykorzystania i trafiała na „cyfrowe wysypiska śmieci”. Największe z nich leży w Agbogbloshie na przedmieściach Akry. Hałdy monitorów, płyt głównych, twardych dysków i elektroniki wszelkiego rodzaju są tam codziennie przeczesywane przez poszukiwaczy utrzymujących się z odzysku niklu, miedzi i aluminium. Demontują odpady gołymi rękami i kamieniami. Albo palą je na stertach opon, żeby wytopić metalowe elementy z plastiku. Wtedy chmury kwaśnego, czarnego dymu wiszą nad Akrą.
Wysokie koszty utylizacji sprawiają, że w Europie tylko 35 procent zużytej elektroniki trafia do oficjalnego systemu recyklingu. Szacuje się, że wywożąc elektro-odpady do krajów afrykańskich, udaje się uniknąć kosztów w wysokości od 150 do 600 mln euro rocznie.
V. Rzeka Daldykan.
Norylsk, Rosja. Miasto zamknięte, zbudowane przez rosyjskich niewolników na dalekiej północy syberyjskiej tundry. Nie prowadzą do niego żadne drogi. Jeżeli FSB wyda przepustkę, można tam dolecieć samolotem, ale zła pogoda i temperatury spadające zimą do minus 40 stopni sprawiają, że loty często się opóźniają. Zdarza się, że trzeba czekać dwa tygodnie. Wrócić można tą samą drogą, albo próbować pokonać 2 tysiące kilometrów w dół rzeki Jenisej.
Od listopada do połowy stycznia miasto pogrąża się w ciemności nocy polarnej. Pada czarny śnieg, a powietrze ma smak siarki. To efekt pracy kompleksu Nornikiel, największego na świecie zakładu wytopu metali ciężkich. Norylski Nikiel zarządza miastem. Każdego roku emituje do atmosfery ponad 2 miliony ton dwutlenku siarki i zanieczyszcza Arktykę setkami ton tlenków miedzi i niklu. Nie przestrzega się żadnych norm bezpieczeństwa i ochrony środowiska.
Do spektakularnych awarii dochodzi często. W maju 2020 roku ponad 20 tysięcy ton paliwa z zapasowych zbiorników elektrociepłowni wylało się do okolicznych rzek, stawów i jezior. Pracownicy zorientowali się, że doszło do wycieku kilka godzin później, kiedy w ogniu stanęła ciężarówka przejeżdżająca przez kałużę płynącego oleju. Było już za późno by zapobiec skażeniu, a podejmowane działania były niezborne, zbyt powolne i niewystarczające aby cokolwiek uratować. Całkowitej degradacji uległ obszar o powierzchni 350 kilometrów kwadratowych. Informacje o katastrofie tradycyjnie utajniono.
Przez szary śnieg pokrywający płaski, surowy pejzaż, płynie rzeka koloru krwi. To Daldykan, któremu zanieczyszczenia nadały apokaliptyczną, czerwoną barwę.
VI. Delta Nigru.
Bayelsa, Nigeria. Krew cywilizacji przesyca glebę. Pod deltą Nigru i w oceanicznym szelfie znajdują się jedne z największych złóż ropy naftowej i gazu na świecie. Należą do koncernów Shell, Chevron i Exxon Mobil, które wydobywają ponad 300 tysięcy metrów sześciennych ropy dziennie. Jednocześnie każdego roku przez nieszczelne rurociągi wycieka jej około 240 tysięcy metrów sześciennych, co zmusza lokalną społeczność do picia zanieczyszczonej wody, jedzenia skażonych ryb, uprawy zdegradowanej ziemi i oddychania powietrzem, które cuchnie ropą i gazem. Ten ostatni jest spalany natychmiast po wydobyciu w ilościach, które czynią Deltę największym źródłem emisji gazu cieplarnianego na świecie.
Tragiczny paradoks sprawia, że paramilitarne grupy i partyzantki jak Ludowy Front Zbawienia Delty Nigru, Siły Wyzwolenia Delty Nigru i wiele innych, które walczą z zagranicznymi koncernami i skorumpowanym rządem o poprawę losu mieszkańców regionu, za główną metodę działania obrały dziurawienie rurociągów. I to przyczynia się do jeszcze większego skażenia Delty, która wygląda teraz jak wielkie martwe bagnisko pokryte czarnym szlamem.
A jeszcze kilkadziesiąt lat temu rzeka była bogatym, zróżnicowanym ekosystemem. Rosły tu bujne lasy namorzynowe, a w wodach Nigru żyło ponad dwieście pięćdziesiąt gatunków ryb, z czego dwadzieścia uznawano za endemiczne.
Maniok od zawsze był podstawową rośliną uprawianą w Delcie. Teraz, jeżeli w ogóle wyrośnie, smakuje ropą.
Drzeworyt opublikowany w L’Astronomie populaire Camille’a Flammariona przedstawia wędrowca, który dociera do nieruchomej linii horyzontu i przez otwór w firmamencie widzi mechanizmy sterujące światem. Naiwna, ale piękna ilustracja, w której człowiek zrzeka się odpowiedzialności za niszczycielską grozę swoich działań.
Fragment tekstu ukazał się w katalogu wystawy Wewnętrzny horyzont. BWA Tarnów, 9.02-28.03.2024.
Seria "Stałem się śmiercią. Niszczycielem światów". W skład cyklu wchodzą:
"Galena z Kabwe", 2023, grafit, papier Meros z Samarkandy, wymiary: 43x31cm;
"Hazaribagh", 2023, grafit, papier Meros z Samarkandy, wymiary: 43x31cm;
"Rosa Śmierci", 2023, grafit, papier Meros z Samarkandy, wymiary: 43x31cm;
"Dym nad Agbogbloshie", 2023, grafit, papier Meros z Samarkandy, wymiary: 43x31cm;
"Rzeka Daldykan", 2023, grafit, papier Meros z Samarkandy, wymiary: 43x31cm;
"Delta Nigru", 2023, grafit, papier Meros z Samarkandy, wymiary: 43x31cm.
zdjęcia dzieł: Tomasz Daniec
zdjęcia wystawy: Marek Błażucki dla Love IDAA